poniedziałek, 19 czerwca 2017

Róże.

Zakwitły z całą mocą - róże pod oknami, oplatające wiśnię, czereśnię i płot... Nawet te ukryte we floksach pod szopą pokazały czerwone łebki.
Pięknie jest! :)




Taki mam widok po otwarciu drzwi:) Róże tak się rozrosły, że zajęły połowę przejścia. Nie miałam jednak serca ich ciąć przed kwitnieniem więc regularnie "odpinamy" kłujące gałązki z ubrań;)





***

- Antoś sprzątnąłeś wreszcie pokój??
- Spokojnie, już większą sporość sprzątnąłem!

:D:D

niedziela, 11 czerwca 2017

Czerwiec.

Pół roku minęło.

Zauważyłam, że im rzadziej człowiek pisze tym... jeszcze rzadziej człowiek pisze. Litery się nie kleją, aparat w ręce nie leży, czas ciągle nie sprzyja... A mija;)
Tym sposobem zimowe "jutro" okazuje się być czerwcową sobotą:)

Na Kwiatowej coraz kwietniej, to chyba najpiękniejszy czas.
Trawa wciąż pełna stokrotek, kwitną irysy, piwonie, otwierają się pierwsze róże  - te przed domem spowite gęstą zielenią jaskółczego ziela. Dobrze im tak razem więc nie ingeruję w przyrodę, nie usuwam - niech rosną skoro tak im pasuje.
Przed domem rozsiały się też goździki. Moje ulubione, babcine... Pamiętam, jak kolorowym kobiercem kwitły w ogródku mojej babci a później całymi dniami stały w wazonie nic a nic nie tracąc z urody. No więc mam je i ja. I też w wazony wkładam:)



Biała róża jeszcze w pąkach, za to jaskółcze ziele (to te żółte kwiatki) gęste niczym puszcza;) Goździki też niczego sobie:)



Róża pod kuchennym oknem, jeszcze dzień - dwa...


Miłej niedzieli!:)

wtorek, 27 grudnia 2016

... i po Świętach!

Ale ten czas goni - już po Świętach!
Kolejny raz przekonałam się, że spokojne podejście do tematu przygotowań świątecznych ma sens. A rodzinna partyjka w Monopoly albo Duo w ich trakcie - jeszcze większy;)
Potrawy się ugotowały, ciasta upiekły, dom w miarę ogarnięty i przystrojony czekał na Wigilię.
A my z nim:)

Z roku na rok coraz mniej u mnie dekoracji, jest prościej, naturalniej. Stroimy dwie żywe choinki, wisi zielony pachnący wianek (drugi miał wisieć na drzwiach wejściowych ale nie zdążył się :D) i wiązka jemioły pod dachem, stoją orzechy w słoikach... Są też lampki i duuużo świec - ilością palonych świeczek dorównuję chyba Duńczykom, uwielbiam je:)
A i w potrawach całkowity brak rewolucji i wpływów tego co modne - wszyscy mamy swoje ulubione wigilijne dania i nawet nie próbujemy ich zmieniać. Ot, nuda:D Ale i kojąca radość z tego co sprawdzone i powtarzalne:)
I pyszne!:)
Jeśli już jesteśmy przy Duńczykach to i zdjęcia będą robione w duchu duńskiego hygge:D Bez napięcia i specjalnych przygotowań, bez dobrego światła i z ruchomej rąsi, pyk i już! Ale za to z luzem i myślą, że już zaraz czeka na mnie porcja pysznego makowca i kolejny rozdział w książce:)




Pozdrawiam Was serdecznie i życzę wszelkiej pomyślności, radości i zdrowia w Nowym Roku. Niech to będzie naprawdę DOBRY ROK!:):)

niedziela, 18 grudnia 2016

Okołoświątecznie.

Grudzień, tydzień do Świąt.
W domu nic nie przygotowane/posprzątane/ozdobione/ugotowane.

Ale to nic! Plan działań właśnie się robi - Sinatra cicho śpiewa, inka w kubku paruje, zeszyt na zapiski jest, ołówek też... Będzie dobrze :)
Mam nadzieję, że już od jutra uda mi się wrzucać świąteczne w nastroju posty;)

A póki co macham z lekko oprószonej Kwiatowej:):)


A jak Wasze przygotowania do Świąt? :)

sobota, 29 października 2016

Bo jesień bez dyniowej...

... to nie jest jesień;)

Uwielbiam zupę krem z dyni. Mogę ją jeść codziennie, przez całą jesień i nigdy nie mam dość:)  Przerobiłam już wiele wersji ale tą ulubioną, najulubieńszą pozostaje niezmiennie prosty krem z dyni hokkaido z gałką muszkatołową.
No więc gotuję, miksuję i jem. I znów i znów. A reszta rodziny ze mną,  choć im jednak przeplatam dyniówkę innymi zupami;)


Gdyby ktoś reflektował to podaję przepis:
Dynię hokkaido myję (nie obieram), wydrążam i kroję w grubą kostkę. Dużą cebulę kroję w kostkę, podduszam na łyżce masła, solę, po zeszkleniu dodaję posiekane 2 ząbki czosnku i ocieram ok pół gałki muszkatołowej. Mieszam i po chwili dorzucam 1 dużego pokrojonego w kostkę ziemniaka oraz dynię; solę, mieszam i znów chwilę podduszam. Zalewam bulionem warzywnym ok 1 cm nad warzywami i gotuję do miękkości.
Miksuję, dodaję jeszcze trochę gałki, dolewam bulion by miało lubianą przez nas gęstość i gotowe!
Jemy ze startą drobniutko goudą lub pekorino, ja z Cinkiem dorzucamy szczyptę świeżo zmielonego chili... Takie proste a takie pyszne:)

***

Wykorzystując chwilowy brak opadów wybraliśmy się z chłopcami na kolejne szwendanie, tym razem do pobliskich Więckowic. Wieś to tak stara (okolice roku 1800-nego), że wspominał o niej w kronikach sam Jan Długosz nazywając wówczas Wyanczkowiczami.
Tuż przy domu opieki, w dawnym majątku dworskim (trzeba przekroczyć bramę) jest stary dworek i piękny park pełen starych drzew - wyglądały obłędnie w barwach jesieni! Kierując się kilka kroków w głąb parku dojrzymy stare zabudowania gospodarcze min spichlerz i wozownię a w nich... mini Zoo. To takie maleńkie, pełne zieleni miejsce dla lamy, koni, świnek, kóz i królików.  Nie uświadczycie tu zwiedzających, jedynie pojedynczych podopiecznych domu opieki - mało kto bowiem o tym miejscu wie. Chodźcie więc na spacer, nakarmcie króliki ale ćsiiii... Niech nadal pozostanie tu tak przyjemnie i cicho:)
Tuż za parkiem jest nowy plac zabaw z niewielką furtką do sadu a tam... przepyszne bordowe jabłuszka starej odmiany i równie dobre, większe, czerwone... Nie mam pojęcia co to za jabłka ale zgodnie stwierdziliśmy, że dawno nie jedliśmy tak dobrych! Nazbieraliśmy pełną siatkę, która znikła w dwa dni...
Jutro gonimy po kolejną partię i pewnie nie ostatnią;)



Kojarzycie może co to za odmiana? Kiedyś (tutaj) pisałam o znalezionych w niedalekich okolicy małych czerwonych jabłuszkach - tamte były jednak lekko kwaskowate, idealne do szarlotki. Te z Więckowic są nieco bardziej bordowe, twarde ale niesamowicie aromatyczne i słodkie... Coś pysznego! Zaczęła mi mocno kiełkować myśl o za-szczepieniu takich jabłonek u siebie.
Całkiem niedawno poznałam przemiłego starszego pana, który - jak się okazało - jest skarbnicą wiedzy o starych drzewach owocowych. I pszczołach! Przegadaliśmy dwie godziny:):)
Pan był szczęśliwy, że ktoś go słucha i nie pogania a ja - że mogę się tyyyyle dowiedzieć:):)



I rzut okiem na stary dworek, który z roku na rok coraz bardziej niszczeje. Od dłuższego czasu starają się go odzyskać dawni właściciele, sprawa toczy się w sądzie. Toczy się, toczy i toczy... Lata lecą, dwór dalej niszczeje bo nikt nie chce inwestować w posiadłość o niepewnej przyszłości. Bardzo szkoda! Podobny los spotyka dziesiątki podobnych majątków w Polsce:(



***

Tak zupełnie na koniec naszła mnie myśl - rozmawiajmy ze starszymi ludźmi! Ich wiedza odnośnie historii okolicy, jej mieszkańców, uprawy roślin i zwierząt a czasem tego najprostrzego, codziennego życia jest nie do przecenienia... 
O radości takiego człowieka z poświęconej mu chwili nie wspomnę.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...